Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Po długiej przerwie - Zapowiedzi Zimy

wtorek, 08 listopada 2011 17:47

Parę dni temu przechodziłam przez galerię handlową i zauważyłam zmiany wystaw sklepowych - z uwagi na fakt, iż galerie żyją od święta do święta (oprócz 11 listopada, bo to wyjątkowo niekomercyjne święto) dekoracje są już bożonarodzeniowe;). Zapatrzyłam się w czerwone ceramiczne foremki do tart i połyskujące bąbeczki no i nie było mocnych - musiałam przyjrzeć bliżej co tam oni mi szykują za półtora miesiąca.

Najpierw wzięłam się za sklep DUKA. Jest to duńska firma, więc ceny troszkę mnie poraziły. Ciekawe są wzory ze śnieżynką i czerwone naczynia - jak na nie patrzę to nie mogę się doczekać świąt.

 

Źródło:DUKA

 

W Home & You na razie nic ciekawego, przynajmniej dla mnie. Poniżej jedyne rzeczy, które wpadły mi w oko:) Poczekam na grudzień.

Mały zestaw z reniferami:)

A to przyprawniczki świąteczne.

 

Źródło: Home & You

 

 

 

W IKEA też nieśmiało zaczynają wkraczać święta. Ich asortyment podzieliłabym na dwie grupy - jedna to gotowe prezenty lub ozdoby a druga to materiały na fajne pomysły. W każdym razie jak zwykle nie zawodzą.

 Źródło: IKEA

 

Mała Bo:)


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: Święta

komentarze (10) | dodaj komentarz

Bo zbliżają się Święta

piątek, 15 kwietnia 2011 18:05

Po długim okresie nieobecności i braku znaków życia, z wielkimi wyrzutami sumienia jesteśmy znowu.

Dużo ostatnio się działo, nadmiar obowiązków. Ale i tak nic nas nie tłumaczy.

Dzisiaj coś innego niż zawsze. Zbliżają się Święta. Będziemy dekorować nasze domy. Warto samemu zrobić ozodoby. Wystarczy tylko trochę wyobraźni, no i czasu. Proponuję oryginalne i bardzo dekoracyjne tulipanki. Robi się się bardzo szybko. A skorupki jajek w okresie przygotowywania świątecznych ciast i potraw na pewno się znajdą.

 

Do zrobienia takiego tulipana potrzebujemy: skorupki jajka, zielonej bibuły, nożyczek, pędzla, patyczka do szaszłyków, odrobinę wody, taśmy klejącej, kawałka plasteliny i farb akrylowych( mogą być inne, np. plakatowe).

 

W pierwszej kolejności musimy zrobić otwór w skorupce. Robimy go uderzając energicznie( ale z wyczuciem) ostrym końcem patyczka do szaszłyków w dno naszego przyszłego kielicha tulipana.

Gdy zrobimu dziurkę delikatnie przeciągamy przez nia patyczek, tak by nic nam się przy otworze w dnie nie odłupało ( jeśli nawet się coś stanie, to i tak potem załatamy to plasteliną).

Nasz kielich musimy jakoś umocować na tym patyczku. W tym celu chwilke ogrzewamy plastelinę w dłoni aby zmiękła i dzielimy ją na 2 części. Jedną z nich nabijamy na czubek patyczka, drugi owijamy wokół patyczka, aby podpierał nasz kielich.

Po czym jednym palcem dociskamy plastelinę (delikatnie) w środku kielicha, dwoma mocyjemy i formujemy plastelinę pod kielichem.

W ten sposób nasza skorupka trzyma się na patyczku i w przypomina prowizorycznego tulipana:).

 

Teraz najtrudniejsza część zadania. Musimy zdecydować się jaki kolor będzie miał nasz kwiat. Ja wybrałam ciemny pomarańcz. Odorbinę farbki wyciskamy na np. papier. 

Moczymy czubek pędza w wodzie, nabieramy farbki i ruchami od dału kielich w górę malujemy kwiat. Ja celowo zostawiłam niepomalowany górny brzeg( smugi). Bo i takie tulipany są.

Wnętrze malujemy według uznania. Moża ale nie trzeba. Jednak myśle, że dla lepszego efektu warto. A kto patrzył w roziwnięty kielich tulipana wie jak to mniej więcej powinno wyglądać:).

Po czym odstawiamy nasze dzieło do wyschnięcia.

 

Po wyschnięciu potrzebujemy tylko:

Z bibuły musimy wyciąć mniej więcej taki kształt. Te wystające rogi to przyszłe liście. Więc zróbmy je w ilości wg uznania.

Jeden z końców mocujemy małym kawałkiem tasmy klejącej do patyczka(poniżej plasteliny).

Owijamy nasz patyczek najpierw do góry(by zakryć plastelinę) po czym schodzimy w dół.

Na końcu końcówkę bibuły również przyklejamy kawałkiem taśmy klejącej i gotowe.

 

Odginamy listki, by wyglądały naturalnie. Po czym wszystkie czynności powtarzamy by zrobić następne tulipany, a z nich bukiet:).

Powodzenia!

Opanowana Ka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Pastelarze - ciąg dalszy

piątek, 25 lutego 2011 18:39

A zatem miało być teraz o Giovanni Boldini. To w sumie moje odkrycie - nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Jego obrazy są po prostu piękne i bardzo eleganckie. Żył na przełomie XIX i XX wieku, tworzył w nurcie impresjonizmu ale trzeba przyznać, że zachował indywidualny styl. Znany jest głównie z portretów, szczególnie kobiet.  Istnieje niewiele jego dzieł przedstawiających krajobrazy. Nie znalazłam żadnej martwej natury. To, co się rzuca w oczy, to sylwetki kobiet - smukłe, szczupłe, z łabędzią szyją, drobną głową  i pięknymi włosami. Mimo, że jest wymieniany jako znany pastelarz, to po obejrzeniu  wielu galerii z jego obrazami doszłam do wniosku, zdecydowanie ciekawsze obrazy tworzył farbami. Jednak udało mi się znaleźć parę pasteli, które pokazują jego umiejętności. Wśród nich portret Giuseppe Verde.

Obrazy Boldiniego są obecnie dość drogie. W 2010 r. odnaleziono jeden z nich w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Wnuczka Boldiniego, będąc już w dość podeszłym wieku, zmarła i okazało się, że przez około 70 lat opłacałą apartament w Paryżu nie przyjeżdżając do niego ani razu. Opuściła go uciekając w czasie drugiej wojny światowej do Stanów. Po jej śmierci trzeba było oszacować jej własność i prawda o apartamencie wyszła na jaw. Oprócz owego obrazu Boldiniego znaleziono mnóstwo starych, przedwojennych przedmiotów,  a nawet zabawkę - pewnie jedną z pierwszych  - pluszową Myszkę Miki. Obraz Marthe de Florian, francuskiej aktorki, który wywołał taką sensację, wyceniono na  2,1 mln euro (to jednak nie jest pastel, a obraz namalowany farbami olejnymi).

Giovanni Boldini (autoportnet - olej)

Giuseppe Verdi

Kobieta w Czarnym Kapeluszu

Portret Emiliany Concha De Ossa

Portret Emiliany Concha De Ossa

Portret Damy

A ta pani powyżej to właśnie szczęśliwie odnaleziony obraz Marthe De Florian (olej).

Mała Bo


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Pastelarze

czwartek, 24 lutego 2011 13:22

Tak jak powiedziałam parę dni temu Opanowanej Ka (a właściwie to napisałam w mailu), zazdroszczę jej, że z taką łatwością bierze się za malowanie pastelami. Ja, jak mam się za nie wziąć, to najpierw umyję garnki, ugotuję obiad na jutro, upiekę szarlotkę, wysprzątam, zrobię pranie i obejrzę film. Potem wykończona i z bólem pleców położę się do spania z poważnym zamiarem wstania o szóstej rano i namalowania w końcu czegoś. Ciężko jest, nie da się ukryć. Jednak, gdy w końcu zacznę coś rysować, wciąga mnie niesamowicie to rozmazywanie i rysowanie. Zaczynam się dziwić skąd ta niechęć i odkładanie na później. Żeby było jasne; mówię o  suchych pastelach, olejnych nawet nie tykam. Myślę, że przyjdzie dopiero kiedyś na nie pora.

No, ale dzisiaj będzie trochę o dwóch mistrzach pasteli - patrzę czasami na te obrazy i zastanawiam się jak to jest możliwe, że oni tak rysowali. Zerknęłam na Wikipedię, żeby ogarnąć jakoś temat. Tam mały haczyk - jeśli otworzyć polską lub ewentualnie angielską stronę w Wikipedii to można zauważyć, że podanych jest tylko paru twórców - strasznie ubogo. Na wielu "narodowych" stronach wiki informacji jest jeszcze mniej. I tu zaczyna się zabawa; na stronie angielskiej znajduję podstawy wiedzy o pastelach i paru najważniejszych "pastelarzy".  Wersja włoska w wikipedii już jest bogatsza, bo wymienia wielu innych, mniej znanych twórców, podobnie jak ukraińska, ciekawa jest niderlandzka i rosyjska - pojawiają się tam takie nazwiska, o których wcześniej nie słyszałam.

Zacznę jednak może od klasyka tego gatunku czyli od Maurice'a Quentin'a de La Tour. To ten przystojny pan poniżej. Przyznam, że mnie osobiście wydaje się całkiem sympatyczny. Tak z twarzy i włosów;). To jego autoportret i pamiętam jak pierwszy raz go zobaczyłam to uderzył mnie sposób w jaki La Tour potrafił rysować tyle szczegółów, jak pięknie naśladował aksamit (a przynajmniej jego płaszcz sprawia wrażenie, że jest aksamitny). Bardzo naturalny kolor skóry i czyste zaznaczenie wszystkich cieni  sprawia, że na początku miałam wrażenie, że jest ot obraz malowany farbami.

Nasz pierwszy bohater specjalizował się głównie w portretach. Udało mu się narysować portret  Jean-Jacques Rousseau, Madame de Pompadour i wielu innych znanych ludzi XVIII wiecznej Francji.  Dzięki temu wiemy dość dokładnie jak oni wyglądali.

 Portret małej Nicole Richard

Madame de Pompadour

 Jean-Jacques Rousseau

Któż następny? Z pastelowych klasyków to może teraz Edgar Degas. On malował w zdecydowanie inny sposób. Od razu widać, że to pastele, bo zaznaczone są kreski na obrazach. Podobno Degas na poważnie zaczął się interesować pastelami,  kiedy powoli zaczął gorzej widzieć i nie mógł uwidocznić szczegółów w swoich obrazach.  Tematy to głównie tancerki baletowe w różnych pozach, wyścigi konne. On i jego obrazy poniżej:

 

Edgar Degas, Autoportret

Dwie Niebieskie Tancerki

Konie Wyścigowe

  Nie wiem jak zatytułować ten obraz. W obiegu bowiem są dwie nazwy angielskie i dwie polskie: "The Singer with the Glove" oraz "Cafe Concert Singer". Po polsku ktoś przetłumaczył jako "Śpiewaczka Kawiarniana" lub "Rękawiczka Śpiewaczki" . Najlepiej u źródła - nazwa francuska: "Chanteuse de Café" (czyli w moim tłumaczeniu "Śpiewaczka Kawiarniana" )

 

Primabalerina

Gdyby ktoś był zainteresowany rzadko publikowanymi dziełami Degasa to jest świetna strona Muzeum Sztuki w Harvardzie: www.harvardartmuseum.org - mnóstwo szkiców, niedokończonych obrazów i rysunków ołówkiem.

W następnym wpisie będzie o włochu Giovanni  Boldini i szwajcarze  Jean-Étienne Liotard.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Dzisiaj coś z innej beczki

sobota, 29 stycznia 2011 15:45

Temat, którego jeszcze tu nie było. Wielka cisza i bezruch zapanował w tej "naszej" części przestrzeni internetowej i trzeba z tym skończyć. W opisie bloogu znajduje się takie malutkie, ale jakże znaczeniowo szerokie hasło "plastyka". Wrzucić w nie można wiele, ale ja dziś zahaczę o nie bardzo dosłownie.

Specyfika moich studiów wyraża się w słowach mojego brata, który gdy widzi jak robię coś na zajęcia w domu, czy zwyczajnie pyta co tam robimy stwierdza: "Ja nie wiem co to za studia...no jak dzieci, no jak dzieci". Mówi to oczywiście w żartach, ale trochę prawdy w tym jest. Bo często się zwyczajnie zgodnie z poleceniem prowadzącej/cego zamieniamy w dzieci i zwyczajnie bawimy. Ale takie to studia, że bez tego ani rusz. Ale wracając do sedna sprawy. Mamy i taki przedmiot jak właśnie owa plastyka. A na niej robimy "cuda i wianki". Niektóre techniki są nam znane i Wam też ze szkoły czy przedszkola. A niektóre są dziwne i skomplikowane, ale efekt końcowy jest świetny. Zapraszam więc do wspomnień, albo poznania ciekawych, nowych technik plastycznych.


Malowanie nitką

Potrzebne są to tego dwie kartki z bloku technicznego, farby plakatowe i jakiś sznurek np kordonek. W małym pojemniczku np. zakrętce do farby rozrabiamy trochę farby z wodą. Odcinamy 10cm kawałek sznurka i wkładamy go do pojemniczka by nasiąknął farbą. Jedną kartkę rozkładamy przed sobą. W dowolny kształt układamy na niej sznurek, tak by jeden z jego końców wychodził poza końce kartki. Owy sznurek na kartce przykładamy z góry drugą kartką, dociskamy mocno jedną ręką, a drugą energicznym ruchem wyciągamy sznurek za wystający koniec. Podnosimy kartkę i czynność powtarzamy używając różnych kolorów, aż zapełnimy kartkę w satysfakcjonujący nas sposób. W ten sposób powstaje gotowe dzieło, a w zasadzie dwa dzieła:). Można doszukiwać sie na nich różnych kształtów i zaznaczać je obrysowując czarną farbą ich kontury.

 

 

 

Frottage (frotaż)

Technika polegająca na wykorzystaniu różnego rodzaju przedmiotów i powierzchni mających jakąś fakturę. Potrzebne są jedynie pastele olejne lub woskowe, kartka z bloku technicznego, różnorakie faktury i wyobraźnia. Na pierwszym moim dziele wykorzystałam liście, na drugim zaś pasek, monety, parkietową podłogę i również liście.

 

 

 

 

Batik

Technika dziwna, wymagająca czasu i dosyć  skomplikowana. Potrzebne są  tusze kreślarskie w różnych kolorach, kartka z bloku technicznego, klej, pędzel, letnia woda z kranu i wolny zlew:). Kartkę z bloku pokrywamy w dowolny sposób kolorowymi tuszami( z wyjątkiem czarnego), ale tak by kolory pozostawały czyste, tzn nie mieszały się. Między kolorami mogą być białe odstępy. Możemy porobić różne ciapki, paski czy cokolwiek, byle kartka była kolorowa. Odkładamy ją do wyschnięcia. Gdy będzie sucha kładziemy ją przed sobą i klejem( dowolnym w sztyfcie lub w tubce) malujemy po kolorowej kartce. Co chcemy byle warstwa kleju była w miarę gruba. I znowu odkładamy do wyschnięcia. Następnie pędzlem pokrywamy całą kartkę dokładnie czarnym tuszem kreślarskim i znowu odkładamy do wyschnięcia. Po czym wkładamy kartkę do zlewu, odkręcamy lekki strumień letniej wody i pocierając miejsce na kartce, w którym nałożyliśmy klej "myjemy" obraz. To miejsce gdzie jest klej odznacza się wypukłością, a poza tym pamiętamy mniej więcej co i gdzie malowaliśmy klejem. Tym sposobem z naszego dzieła czarny tusz zmywa się tylko " z kleju" tworząc ciekawy i kolorowy efekt. Po oczywiście znowu suszymy:).

Tak mniej więcej powinna wyglądać kartka przed użyciem kleju.

 

A to efekt końcowy. Obraz zgodnie z poleceniem inspirowany był twórczością Joan'em Miro a konkretnie obrazem pt: "Ważka z czerwonymi skrzydłami na tropie węża pełzającego w stronę gwiazdy komety".

 

 

Collagee (kolaż)

To technika wykorzystania wszystkiego co mamy pod ręką do stworzenia obrazu, nawet śmieci, wszelkich narzędzi piszących i malujących włącznie.

Jeśli chodzi o mój obraz, to wykorzystałam bibułę, wycinki gazet i farby.  Nie jest to dowolna  kompozycja, ale zgodnie z poleceniem wykonana w oparciu o inspirację dzieł Pabla Picasssa. Sami oceńcie efekt.

 

Pablo Picasso "Jacgueline z kwiatami"

 

I moja kolażowa wersja.

 

Tutaj odmiana kolażu tzn kolaż malarski. Polega na tym, że na kartce nakleja się fragment ilustracji obrazu, a następnie wiernie przy użyciu kredek lub farb dorysowuje  resztę obrazu, jak najwierniej trzymając się oryginału. W tym przypadku znowu był to obraz P. Picasso " Portret Dory Maar"

 

     

 

I mój kolaż.

 

 

Impasto

Technika trochę oszukiwana. Wykorzystuje się w niej najzwyklejszą, białą pastę do zębów. Miesza się ją z farbami przez co w sposób mało kosztowny rozmnaża się właśnie owe farby, gdyż doskonale się barwi. Przez to nakładając ją pędzlami uzyskujemy efekt, jaki tworzą/yli najwybitniejsi malarze farbami olejnymi. Widać grubą warstwę farby, a po odpowiednim jej nałożeniu można drugą stronę pędzla, czy przy użyciu różnych przedmiotów( np. szczoteczki do zębów) stworzyć fakturę i tym samym obraz zyskuje profesjonalny wygląd.

Tę technikę wykonywaliśmy w inspiracji o twórczość Wincentego Van Gogh'a. Każdy miał inny obraz. Mnie trafiło się dzieło pt "Żniwa".

 

 

 

Opanowana Ka

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wielki Ptak

wtorek, 11 stycznia 2011 23:07

Kiedy byłam młodsza i bardzo dużo rysowałam (jestem samoukiem, który dopiero teraz wziął się za swoje talenta od profesjonalnej strony) można powiedzieć, że dążyłam do ideału. Wtedy ideałem były czarodziejki z księżyca ;DDD, uwielbiałam je rysować. Jednak nie ograniczałam się wyłącznie do kreskówek mangi.

Moje pierwsze udane dzieło dotyczyło orła białego - pierwsza klasa podstawówki. Każdy miał narysować takiego w zeszycie (pierwszym) i ja naszkicowałam naprawdę Wielkiego Ptaka. Pani przechodziła w tym czasie po klasie i zauważyła moje dzieło;). Powiedziała, że naprawdę mi się udał i podniosła do góry zeszyt żeby pokazać reszcie klasy. Pamiętam, zrobiło mi się wtedy bardzo milo. Zeszyt później poszedł na gazetkę i wisiał długi czas.

Po wielu latach odgrzebałam ten zeszyt. Na okładce naklejona naklejka z gumy do żucia z kowbojem co to lassem łapie młoda pannę (czy jakoś tam tak było napisane) a w środku mój Orzeł. Teraz bezkształtna masa. Bardziej dopasowana do granic kartki niż do oryginału na herbie;) Zdziwiona, zaczęłam się zastanawiać co ja, pani i (być może) reszta klasy widziała w tym orle?

No, ale to był jeden z pierwszych sukcesów artystycznych.

Do czego zmierzam. Ten orzeł był po prostu dobrze narysowany. On nie był idealny ale chyba obecnie nie chodzi o wierne odwzorowanie. Weźmy pod uwagę grafików - czy oni rysują realistyczne postacie? Wręcz przeciwnie - bardzo odkształcone, że tak to nazwę:) W książkach dla dzieci też nie ma wiernie odwzorowanych szkiców - są za to sympatyczne postacie, pełne kolorów, że aż miło przeglądnąć i sobie poczytać.

Nie trzeba rysować realistycznie, żeby być dobrym rysownikiem, malarzem czy nawet rzeźbiarzem. Trzeba mieć pomysł i przede wszystkim swój styl. Tak, styl jest decydujący - po nim każdy powinien Cię poznać i już nie zapomnieć. Poniżej obrazki, które mówią to co było w tekście napisane. Może następnym razem wrzucę nawet mojego Orła:)

  Autor: Artur Nowicki, źródło: strona internetowa artysty www.pracownia11.pl (polecam zajrzeć, przepiękne ilustracje)

  

Źródło: www.czasdzieci.pl

 

 Mała Bo


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Jak ugryśc drzwi wejściowe - czyli ciąg dalszy moich rozmyślań

niedziela, 09 stycznia 2011 10:54

Jak podaje GUS (dane za rok 2009) w Polsce około 61% osób mieszka w miastach. Biorąc pod uwagę pierwszy komentarz na naszym blogu nie sposób pozostać obojętnym na prośbę Komentatorki. Drzwi do mieszkania w bloku są zazwyczaj nowoczesne i minimalistyczne.

Jeśli chciałabym kupić takie to kierowałabym się dwoma zasadami.

Zasada pierwsza: ciemniejsze jest bardziej eleganckie i jest tańsze. O co chodzi - otóż przy ciemniejszych drzwiach możemy trochę zaoszczędzić bo nie widać dokładnie jakości materiału z którego są zrobione. Zatem jeśli nie miałabym dużo pieniędzy (albo nagle się okazało, że trzeba  ich o wiele więcej niż przypuszczałam wcześniej - patrz co cię może spotkać przy zakupie drzwi do wpisu Opanowanej Ka) zdecydowałabym się na drzwi ciemniejsze. W przypadku jeśli pieniądze to nie stanowiłyby dla mnie problemu, kupiłabym po prostu drzwi drewniane, lub droższe ale z piękną fakturą.

Zasada druga: znaleźć element wspólny z pozostałymi drzwiami na naszej klatce schodowej. Hemm, wiem, tutaj trzeba iść na kompromis, na który nie wszystkich stać ale zaraz powiem dlaczego się to opłaca. Otóż sprawa wygląda podobnie jak wówczas gdy budujemy dom na działce albo budynek w mieście. Obowiązuje zasada ładu przestrzennego i estetyki (dlatego też stworzono  przepisy o zagospodarowaniu przestrzennym). Nawet najładniejsze drzwi, które bardzo się wyróżniają wśród pozostałych drażnią. Nie kupowałabym identycznych jak mojego sąsiada, nie o to chodzi. Mam na myśli po prostu jeden element (kolor, wzór, tabliczka, materiał), który sprawi, że stworzymy szansę na jakąś względną harmonię i damy dobry przykład innym.

Oczywiście w przypadku, gdy wszystkie drzwi na klatce są inne  możemy poszaleć:)

 No i co teraz..., ostatnia rada. Od razu uprzedzam, że nie jestem ekspertem od bezpieczeństwa (a w ogóle od czego jestem ekspertem?;)  ale ostatnio dowiedziałam się o ciekawym rozwiązaniu. Być może już od dawna to funkcjonuje a ja nie jestem tego świadoma. Chodzi mi o sprawę dorabiania kluczy. Niektóre firmy produkujące zamki mają serwis, gdzie bezpiecznie można dorobić kopię kluczy. Myślę, że jest to lepsze rozwiązanie niż dorabianie w pierwszym lepszym punkcie.

 

Koniec:)

Mała Bo

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wejściowo-wyjściowe perypetie

piątek, 07 stycznia 2011 19:49

Drzwi to nie jest taka prosta sprawa. Jako siostra brata zajmującego się obróbką drzwi trochę się w tym temacie orientuję.

W ogóle sama sprawa ich wybrania nie jest łatwa. Kiedy dostaje się katalog dostępnych wzorów trudno jest się zdecydować. Kiedy już się jakiś wybierze pojawia się sprawa koloru, których też jest co najmniej kilka. Oraz rodzaju drewna bądź tworzywa z jakiego mają być wykonane. Istotne jest też to czy mają być prawe czy lewe.

Kiedy już się uda trzeba ustalić ich wymiary. Gdy są standardowe wszystko gra. Gorzej gdy nie są. Wtedy ich cena rośnie.

Gdy już i to ustalimy trzeba wybrać szybę  (jeśli ta jest w danym modelu). Czy ma być zwykła, mleczna, chropowata, może wypukła, może lustro weneckie, a może witraż?

Załóżmy, że i to uda nam się wybrać to i tak to nie wszystko. Dochodzą to tego klamki i różne zabezpieczenia, które w większości przypadków nie są wliczone w i tak już dużą cenę drzwi. 

Na końcu trzeba jeszcze tylko zapłacić za transport i montaż drzwi oraz wykończenie przez "fachowców" ruiny pozostawionej przy ich wprawianiu.

Więc radzę się poważnie zastanowić przed wymianą drzwi. A tym, którzy wprawiają je po raz pierwszy życzę powodzenia.

Opanowana Ka

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Drzwi

niedziela, 02 stycznia 2011 19:13

 

Temat dla mnie bardzo aktualny, gdyż niedługo będziemy mieli nowe drzwi wejściowe. Ja, jak to mam w zwyczaju, prześledziłam w Internecie strony producentów, żeby się dowiedzieć jakie teraz drzwi są produkowane. Osobiście muszę przyznać, że nie przepadam za nowoczesnym wyglądem. Jeśli już to raczej klasyczne ale nie ekstrawaganckie. Widziałam drzwi z bardzo fantazyjnym frontami i mocnymi kolorami (jasny zielony, żółty, czerwony) ale w połączeniu ze zwykłym, typowym kształtem domu (tzw. typ "dworkowaty") wygląda to śmiesznie.

Podobają mi się drzwi w starym stylu, czyli z litego drewna, porządne, z rzeźbieniami, z drewnianą ościeżnicą. Pięknie wyglądają drzwi podwójne (czyli prawdziwe drzwi w liczbie mnogiej:), również drewniane, z tradycyjnymi solidnymi metalowymi klamkami (nie z jakiegoś tworzywa sztucznego!). Nie lubię drzwi których fronty "udają drewno", są rzeźbione, malowane, powlekane. Wszystkie te zabiegi mają tylko za zadanie przybliżyć materiał tworzywa do prawdziwego ideału. Nie mam jednak złudzeń, że nigdy się tak nie stanie.

Drzwi o wzornictwie nowoczesnym (mam na myśli ich wzornictwo i dodatki) to temat trudny i moim zdaniem trzeba nie lada wyczucia i stylu żeby takie drzwi wyglądały dobrze. One pasują oczywiście głównie do mieszkań, nie domów (no chyba, że są to domy o bardzo nowoczesnym wyglądzie). Jednak mam wrażenie, że są projektanci, którzy prześcigają się w wymyślaniu jak największej ilości frontów drzwi bez uwagi na to czy wyglądają one sensownie.

Nie natknęłam się jeszcze w Polsce na drzwi tzw. typu angielskiego (to moja wymyślona nazwa, nie wiem jak się nazywają profesjonalnie:). Mają jedną charakterystyczną cechę: jak wyjdziesz z domu bez klucza i je zamkniesz to koniec. One nie mają klamki zewnętrznej, tylko zamek i ewentualnie kołatkę tudzież dzwonek (wersja nowoczesna:). Jest to z jednej strony dobre rozwiązanie, jeśli ktoś mieszka na przedmieściach albo w samym mieście, bo nie musi się obawiać, że ktoś obcy i nieproszony wejdzie środka. Jednak jeżeli jesteś jedynym mieszkańcem takiego domu i właśnie  stoisz przed zamkniętymi drzwiami bez klucza to sytuacja jest nieciekawa.

A teraz jeszcze jedna cenna uwaga, która nie przyszła mi wcześniej do głowy: podobno drzwi w filmach kryminalnych zawsze otwierają się do wewnątrz, żeby można było je ewentualnie wywarzyć:) Cos w tym jest.

Poniżej znalezione ciekawe przykłady wzornictwa drzwi klasycznych lub postarzanych.

Mała Bo

Źródło: www.dierre.pl

Źródło: www.drewnorex.pl

Źródło: www.drewnorex.pl

 

Źródło: www.dierre.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Więc i opanowana Ka zabierze głos

czwartek, 30 grudnia 2010 19:35

Jaki bloog jest każdy widzi. A raczej zobaczy. Jakieś wyobrażenia o nim z małą Bo mamy, a jak wyjdzie zobaczymy.

Myśle, że to nie przypadek, że startujemy z naszym bloogiem razem z Nowym Rokiem (no dobrze, dopuściłyśmy się małego fallstartu).

Skąd w ogóle pomysł? Narodził się w głowie małej Bo, a ja chwyciłam przynęte(za jej namową). Skąd taki temat? Od zawsze się tym interesowałyśmy.

Będą tu najróżniejsze różności związane z szeroko pojętą tematyką naszego blooga.

Serdecznie zapraszamy!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  14 034  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O nas

Mała Bo i Opanowana Ka. Zwykłe, spontanicznie wymyślone ksywki doskonale nas opisują. Jesteśmy przyjaciółkami ze szkolnej ławy. Obie narzekamy na wybraną szkołę, ale gdyby nie ona nie poznałybyśmy się. Nic nie dzieje się przypadkowo. Na studiach nasze drogi się rozeszły, ale przyjaźń trwa do dziś. A jej owocem jest to wspólne przedsięwzięcie:)

O naszym bloogu

blog o dekorowaniu, wnętrzach i plastyce

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 14034
Wpisy
  • komentarze: 132
Bloog istnieje od: 2422 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl